Obraz I - Wieś
Góry. Wieś. Droga. Kapliczka. Cerkiew. Kilka domów.
W jednym z domów tej wsi mieszkam. No, nie całkiem jeszcze na stałe ale z każdym miesiącem dłużej i "mocniej". "Mocniej", bo nie mogę się doczekać ostatecznej przeprowadzki i mam wrażenie, że jestem już tu na stałe od kilku lat. W trakcie wakacji postanowiliśmy z żoną wywiesić przed domem tabliczkę: Kawa, herbata, mleko, ser, ciasto. Nasz dom stoi przy szlaku górskim, a najbliższy sklep jest oddalony o 3 kilometry. Może ktoś chciałby odpocząć, posilając się nieco, przy okazji próbując wiejskich specjałów. Rzeczywiście pomysł wypalił i codziennie zdarzało się kilku gości. Oczywiście przy takich okazjach rozmawialiśmy z miłośnikami gór. Pojawiały się pytania: Skąd Państwo tu trafili? Z jakiego powodu? Co Was tu trzyma? i wiele innych standardowych pytań jak w takich przypadkach. Odpowiadamy zawsze szczerze o powodach naszych decyzji. Najczęściej w trakcie mówienia o naszych motywacjach pada stwierdzenie: Ale to przecież ..., to koniec świata!!! I to właśnie mnie skłoniło do napisania tych kilku słów. Pomyślałem o granicach, które sami sobie tworzymy (nasz dom leży 1 kilometr od granicy ze Słowacją, stąd niby to naturalne stwierdzenie). Tylko czy aby na pewno to koniec ŚWIATA?
Ileż historii skupia się w tej małej wiosce:
- tędy przebiegała jedna z tras Szlaku Bursztynowego
- tu składy swoich win mieli kupcy greccy i ormiańscy
- tutaj przebywał Kazimierz Pułaski wraz z Konfederatami Barskimi
- trwały tu jedne z najkrwawszych walk I Wojny Światowej
- stąd wypędzono rdzenną ludność podczas Akcji "Wisła" w 1947 roku
Wymieniać można by jeszcze długo. Tak, ta wioska była kiedyś "w centrum" a nie "na końcu".
A dzisiejszy jej obraz to np. młodzi mieszkańcy wioski, którzy pomagając w pracach domowych uczą się (studiują), to dostęp do internetu (można się z nim połączyć spacerując przez wieś). Czy to koniec świata?
A po drugiej stronie granicy? Wspaniałe miasto Bardejów - wpisane na listę zabytków UNESCO; Bardejowskie Kupele - perełka wśród słowackich uzdrowisk, gdzie przebywał Car Aleksander, księżna Sisi i inne koronowane głowy europejskie; to Medzilaborce - stąd pochodziła rodzinna Andy'ego Warhola, tu jest jego muzeum.
Czy to koniec świata? Sami stawiamy sobie granice, bo tak wygodniej, bo tam dalej może niebezpiecznie, bo nie wiemy co się stanie jeśli tam zawędrujemy?
Na szczęście zjawia się jakiś przewodnik, który tam już był, widział i daje świadectwo, że można iść, jechać dalej, że nie ma się czego bać. No ale tego trzeba naprawdę chcieć.
Obraz II - Coaching
Klient. Coach. Proces. Zasoby. Obawy.
"Nie wiem co zrobić. To znaczy wiem, ale ....". "Bo to takie trudne".
Stawianie sobie granic w codziennym życiu jest bardzo podobnym zjawiskiem do opisanego powyżej. Coś bliżej nieokreślonego Nas blokuje, boimy się tego, nie podejmujemy wyzwań. Coaching jest procesem, podczas którego Klient sam odnajduje swoją drogę dojścia do celu. Trzeba uwierzyć, że jest to możliwe. Ale zanim uwierzymy, trzeba wykonać jakiś krok. Coaching dzieje się w Nas, natomiast Coach jedynie ten proces prowadzi. Dzięki temu Klient zaczyna dostrzegać swoje umiejętności, zdolności, wiedzę, cechy, które wielokrotnie poprowadziły go do zamierzonego celu. Dlaczego nie korzystać z tych zasobów ponownie? Dlaczego nie powtarzać sukcesów, kusząc się na realizację swoich - może czasem zdaje się nieosiągalnych - marzeń? To jest możliwe, możemy spełniać swoje marzenia! Mamy wszystko co jest Nam do tego potrzebne. Bo człowiek jest wszystkim.
"No tak, ale ...". I gdy jesteśmy już blisko decyzji o działaniu pojawiają się obawy. Mam dobrą wiadomość - to normalne. Warto jednak tę normalność zamienić na inną perspektywę. Obawy zamienić na ciekawość: Co się stanie gdy wykonam ruch w tę stronę? Jak będę się czuł, gdy powiem sobie spróbowałem? Warto próbować, bo życie jest krótkie i żal byłoby wielu niezrealizowanych planów. Coach w procesie jest obok, uchyla kolejne zamknięte drzwi, ale ciekawość by tam zajrzeć, czasem wejść, należy do Klienta. Jeśli jesteś ciekaw siebie, coaching jest dla Ciebie.
Obraz III - Superwizja
Coach - Supervisior i coś pomiędzy
Coach też człowiek. Ma swoje przekonania, wartości. Oczywiście coach, który pracuje w oparciu o narzędzia, który stosuje je według określonych zasad, które są wskazówkami co do logicznego działania, w większości przypadków będzie wiedział w jakim punkcie znajduje się ze swoim Klientem. Warto jednak spojrzeć na swoją pracę z kilku perspektyw.
Perspektywa I
Idąc metaforą zawartą w obrazie I, można powiedzieć, że niekiedy coach też mówi sobie: "To przecież koniec świata". Coś go zablokowało, nie ma pojęcia co dalej, co zaproponować Klientowi. I wtedy pojawia się Supervisior. Osoba, która jest nie tylko również coachem ale także osobą z doświadczeniem, która jak coach jest w stanie wskazać drogę, jak mentor podzielić swoim doświadczeniem, jak trener pomóc przećwiczyć zapomnianą umiejętność albo zupełnie nową, no i jak diagnosta spojrzeć na zasoby coacha i wskazać drogę rozwoju. Niekiedy to tylko rozmowa, która wystarczy by zaczerpnąć powietrza. Czasem to tylko delikatny nowy szlif na diamencie. Bo w końcu to szlify nadają diamentom wartości.
Perspektywa II
Tę perspektywę nazwałbym bardzo ludzką. Otóż zdarza się najlepszym coachom, że niekiedy trafią na temat, który w początkowej fazie nie jest specjalnie "trudny". Ale im dalej w las tym więcej drzew. Zaczynają się pojawiać takie obszary, które bądź to muskają jakąś osobistą strunę w coachu bądź są dla niego jak terra incognita. Co wtedy? Ano na szczęście jest supervisior. To oczywiście też człowiek ze swoimi doświadczeniami, wartościami, przekonaniami. Tyle tylko, że przygotowany jest do patrzenia z innej strony, pod światło, z ukosa a nie tylko wprost. Często okazuje się, że trudna sytuacja z innej strony nie wygląda już na taką trudną.
A tak na marginesie, wiecie, że od strony Słowacji na Rysy można prawie wjechać samochodem? Przecież to ten sam szczyt.
Perspektywa III
Najlepsi stale trenują. Mógłbym zakończyć na tym stwierdzeniu, bo w nim jest zawarta trzecia perspektywa. Ale co z osobami, które uczyły się kiedyś na coachów i z jakichś powodów nie rozpoczęły swej coachingowej przygody a teraz przyszedł czas, precyzyjnie wyznaczony w ich osobistym czasie, na pracę coacha? I tu znów pojawia się supervisior. Jest przygotowany do poprowadzenia przez proces uczenia coachingu, przypomnienia narzędzi, przećwiczenia. Ten proces nazywamy w swoim gronie refreshing. I to ładna nazwa, bo po każdym odświeżeniu człowiek czuje się lepiej, przyjemniej, pewniej. Może to być refreshing indywidualny bądź grupowy. Formę każdy wybiera w zależności od swoich indywidualnych preferencji.
Na szczęście, gdy jedziemy na wycieczkę, z reguły znajdujemy coś lub kogoś, kto podpowie, opowie, przygotuje na ewentualne trudy podróży. Gdy chcemy się rozwijać w życiu prywatnym bądź biznesowym znajdzie się ktoś kto również będzie potrafił pokazać inne perspektywy, no i w końcu Ci którzy "przewodzą" i "pokazują" też mogą doskonalić się w swoim fachu.
"Bo to wcale nie jest koniec świata".
Adam Sulimski