top
<>
---
informacje Coaching Partners
  • Pierwszy kurs ICC w Polsce przeprowadzony został przez Josepha O’Connor i Andreę Lages w lipcu 2002 roku. Certyfikat ICC uzyskało wówczas 33 osoby. Kurs ten był jednocześnie pierwszym kursem ICC jaki został przeprowadzony na świecie.
  • Aktualnie na stronie Coaching Partners zamieszczone są nazwiska 970 Coachów przeszkolonych i certyfikowanych przez Trenerów ICC – Annę Ratajczyk, Piotra Pilipczuk, Rafała Nykiel i Manfreda Foerderer (Trener ICC z Niemiec).
  • Dotychczas odbyło się 76 edycji kursu.
  • Ostatnia certyfikacja odbyła się 11-01-2012 r. Certyfikaty uzyskało 12 osób.
  • Na stronie Coaching Partners można obejrzeć w chwili obecnej 433 CV Coachów ICC.
  • Każdy Coach sam podejmuje decyzję o umieszczeniu swojego CV na stronie CP.
___
___
kontakt
Witold Cegiełka
tel.: 0 507 113 707
___
___
kontakt
Anna Ratajczyk
tel.: 0 502 196 383
www.kefann.pl
Piotr Pilipczuk
tel.: 0 506 068 711
www.kefann.pl
Rafał Nykiel
tel.: 0 502 438 394
www.teamcoaching.pl
___
___
losowe CV coacha ICC
Dominik Piłat
tel.: 0 502 358 079
www.wgw.pl
strony www ankiety online crm
___

artykuly
« powrót

autor artykułu: Miłosz Brzeziński
data dodania: 17-07-2009 r.

Coaching jest jak bikini, czyli o jeszcze jednym szacunku w coachingu...

Musisz mieć szacunek dla energii. Widziałeś kiedyś kota? Jaki ona ma szacunek dla energii?

Marek Piotrowski


Cholera, w tytule zagadka, a motto do artykułu ujawnia o co chodzi... Szybko to się stało. Bo granica między szacunkiem dla energii, a indolencją jest trudna momentami do odróżnienia. Może dlatego geniusze i idioci są tak często myleni, a ci pierwsi doceniani dopiero z czasem? Z drugiej strony w pracy z ludźmi często powoli znaczy szybko, a szybko znaczy powoli. Jak więc taki mistrzowski coaching ma wyglądać? Otóż moim zdaniem cechuje go właśnie ów szacunek dla energii. Taki koci stosunek do energii. Niektórzy powiedzieliby pewnie, że i boski. "Niech się stanie światłość! I stała się światłość." - pewnie wiecie kto to powiedział, wykonując jednocześnie jedną z większych prac we wszechświecie. Nie napracował się, powiedzmy sobie szczerze, jednocześnie tworząc tak wiele. A jednak odczekał dobę, a dodatkowo po sześciu dobach zajął się odpoczynkiem. Bo wszystko ma swój czas i swoją formę. Im prostszą i jaśniejszą, tym lepszą. O ile mniej boski byłby w religii Bóg, który pracowałby tak: "Pierwszego dnia zastanawiał się On jak zacząć. Kombinował, rzeźbił, a w końcu spróbował powiedzieć: Czy nie byłoby może najlepszym rozwiązaniem, gdyby w tym miejscu, powstało jakieś takie jasne coś... czy ja wiem... może takie trochę żółte nawet..." i tak dalej. Sami widzicie. Amatorszczyzna.

Swego czasu studiując tajniki Aikido uczestniczyłem w seminarium prowadzonym przez senseia Giampietro Savegnago (8 stopień mistrzowski), który prowadził zajęcia niedługo po wypadku motocyklowym, wskutek którego stracił nogę poniżej kolana. Ponieważ sensei często zwracał uwagę na pracę bioder, a tym razem kuluary wypełniły się dyskusjami czy po kontuzji jest to nadal aktualny trend, mistrz zabrał głos oficjalnie. Powiedział: "Widzę, że zastanawiacie się czy wciąż wykonuję ruchy biodrami. Wykonuję. W myślach".

Proces dochodzenia do mistrzostwa w działaniu, w pracy, w tym i w coachingu, to poszukiwanie optymalnej energii. Minimalnej, niezbędnej do uruchomienia zjawiska. Kiedy uczymy się jeździć na rowerze pracują wszystkie mięśnie. Łącznie z żuchwą, mięśniami języka i z takimi, o których istnieniu nie wiedzieliśmy, a do jazdy na rowerze są zupełnie zbędne. Jesteśmy spięci, produkujemy znacznie więcej energii, niż to potrzebne. Z czasem zaczynamy wykładać jej coraz mniej, aż w końcu okazuje się, że właściwie można już jeździć całkiem swobodnie rozglądając się za współkolarzami płci przeciwnej i można jeździć bez trzymanki. Najodważniejsi przekonują się tu, że można jeździć także bez zębów. Hmmm...

Proces dochodzenia do mistrzostwa to kolejne próby, w których raz dajemy z siebie za dużo, innym razem za mało (na czym zarabiają czasem producenci protez zębowych) . Raz przygotujemy się za bardzo - zdarza się niewiele z tego, co sądziliśmy, że się zdarzy. Raz zbyt skromnie - zdarza się to, co przewidzieliśmy, a nawet więcej. Wie o tym każdy, kto przygotowywał do pracy prezentację multimedialną. Do pierwszej ślęczy się po nocach, potem przychodzi myśl, że wystarczy zrobić same slajdy i życie daje nam plombę. Z czasem chybiamy coraz mniej i w końcu nieudanych prób jest dość niewiele, a większość, to tyle przygotowań, ile potrzeba. Z tego też powodu każdy ekspert, dobry coach także, wie znacznie więcej niż właściwie potrzeba. Bóg także potrafił stworzyć więcej niż stworzył. Natomiast szacunek dla energii, dla człowieka i dla Dzieła, znamionujący mistrza, domaga się środków skromnych, a celnych. Dość, rzekłbym, snajperskich. I nad tym pracujemy w trakcie coachingu. Z klientem i... ze sobą.

Pewnie, że byłoby lepiej pokazać wszystko co się umie. Przejść w procesie coachingowym przez kilkadziesiąt narzędzi, pobudować sytuacje, zadania, tabele, modele, liznąć psychoterapii (bo i to nie do końca obcy temat, prawda?). I pewnie każdy w trakcie swojej drogi do tego dochodzi. Nie ma to jak publiczny popis. Czasem ocierając się o to, że po dwóch zdaniach wiemy już co klientowi "dolega", a mało tego - znamy też rozwiązanie. Złośliwi nazywają to "syndromem drugiego roku studiów psychologii", niedouczeni - consultingiem. Może nadwerężę logikę pisząc, że każdy musi przez to przejść, ale co tam: wygląda na to, że każdy musi przez to przejść. Przez przegadane spotkania, narzędzia mnożące się jak króliki-seksoholiki, których potomstwo przystępuje do kolejnych reprodukcji tuż po pierwszym wdechu. Coach jest jak ninja. Używa tego, co optymalne w danej chwili. Niczego więcej. Zatrzymuje się i zbiera informacje, kiedy akcja się zatrzymuje. Dobiera broń do typu pojedynku. Jest mistrzem wszystkich rodzajów broni, ale najpotężniejszą z nich jest on sam. Ninja jest mistrzem szacunku dla energii - nie dobywa podczas walki wszystkich broni, którymi umie się posługiwać i do żadnej z nich się nie przywiązuje. Żadnej nie uważa za zawsze najlepszą.

Dobry coach nie tworzy energii podczas procesu. Dobry coach daje jej przepływać. Jest niejako katalizatorem pomiędzy narzędziami, a światem klienta. Czystym laboratoryjnym katalizatorem. Bez domieszek. Obserwującym wyniki w kliencie, nie w sobie. Dobry coaching jest jak praca w ogrodzie. Wszystko ma swoją porę, swoje trzeba odczekać, można naćkać w nim za dużo rabatek i egzotycznych krzewów, można zostawić grządkę na chwasty. Ale to nie będzie już ogród mistrza. Sztuka polega więc raczej na odejmowaniu środków, pamiętaniu o tym, co odrzucić, a nie o tym, co dodać. Picasso nie malował tak, jak malował dlatego, że ładniej nie umiał. Warto o tym pamiętać.

Mistrzowski coaching, do którego dążymy ma więc szacunek dla energii. Stosuje pytania proste i jasne. Bez zawiłości, bez wiązek strukturalnych, w trakcie których tworzą się dziesiątki znaczeń. Ten ruch coach wykonuje w myślach, jak powiedział sensei. Tam odbywa się bardziej proces odrzucania, niż kreacji. Proces upraszczania, oczyszczania myśli z chwastów. Mistrzowski coaching to także jasna struktura celu, do którego się dąży. Wyraźne zaznaczenie momentu, w którym następuje zmiana celu i jasna zgoda ze strony klienta. Jasne określenie czasu pracy i oddzielenie go od czasu na rozmowy o pogodzie. Sztuka ma swoje ramy.

Bo w tym sensie coaching jest sztuką wedle jej klasycznego rozumienia. Jakiś czas temu pojawił się w Centrum Sztuki Współczesnej artysta, który nawiercił w ścianach szereg otworów, które potem skrupulatnie zamaskował. Miesiąc po tym pojawił się człowiek z odczytem pt. "Co tamten autor miał na myśli?". Abstrahując od skutecznej walki z bezrobociem jaki tworzy ów duet artysta-interpretator, trudno ów schemat połączyć z klasycznym rozumieniem sztuki. Podobnie jak panią obierającą ziemniaki w Zachęcie. Nie o współczesne rozumienie sztuki mi chodzi.

Kiedyś każdy artysta miał sponsora. Gdyby Michał Anioł wysmarował sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej twierdząc, że oto jest sztuka, choć nikt jej nie rozumie, przyszliby do niego duchowni i powiedzieli po prostu, że mu nie zapłacą. Podobnie rzecz się miała z portrecistami, Da Vincim i całą resztą geniuszy. Mówiąc kolokwialnie "robili za kasę" i jeśli sponsor nie rozumiał ich przesłania, po prostu umierali z głodu. Coach też ma sponsora. I ten sponsor powinien wiedzieć o co nam chodzi. Tak zupełnie po prostu. Im prościej tym lepiej. Im mniej kalorii spali myśląc o co nam chodzi i im mniej ma do wysłuchania naszych wywodów, tym lepiej. Pewnie, że to trudno określić i czasem trzeba długo. Jasne. Oczywiście. Ale pomyślcie, proszę chwilę o mojej intencji w tym zdaniu. Im mniej, tym bardziej po mistrzowsku. Wiecie o co mi chodzi?

Mistrzowski coaching to dobrze "zagrane" narzędzia. W dobrym czasie, dobrej kolejności i konkretnej procedurze. Nie poszatkowane, zawieszone w próżni. Zakończone i zaczęte wyraźnie.

Dobry coaching jest jak bikini. Jest atrakcyjny wizualnie (nie mogłem się pohamować, przepraszam), pokazuje świetne rzeczy, ale najlepsze jest to, czego nie pokazuje. Nie pokazuje całego procesu katalizy, który odbywa się w głowie coacha. Coacha, który z materiału informacji, wystarczającego na suknię balową i welon, zostawia tylko dwa, misternie, ponętnie skrojone fragmenty materiału, spod których wyraźnie widać klienta i które podkreślają, że to klient jest atrakcyjny, a nie jego skromne wdzianko. Nikt nie pyta o krawca bikini. Każdy chce poznać klienta, który je nosi. Zadowolony klient nie mówi: patrz, ale super bikini. Mówi raczej: dobrze wyglądam (w domyśle - ja), prawda?

To jest właśnie idea szacunku dla energii, którą chciałem się z Wami podzielić i do którego sam dążę. Taka skatalizowana energia, która mam nadzieję zbuduje coś i w Waszych głowach. Dzięki Waszym głowom właśnie. Cokolwiek dalej napiszę, będzie to już falbanka do bikini tego artykułu. A wolałbym, żeby jego treść dokończyła się Wam sama. Dalej to już Wasze bikini. Przymierzcie, proszę. I jak? Moim zdaniem jesteście bardzo sexy... :)

Miłosz Brzeziński


---
Kurs Coachingu :: © KefAnn s.c. PSYCHOEDUKACJA :: projekt i administracja: WGW - ankiety OnLine, strony www, CRM